— Co zaszło dalej?

— Podniosłam krzyk. Widziałam z daleka, jak uciekali.

— Kto pierwszy przybył na pomoc?

— Andrzej, mój lokaj.

Komisarz zamyślił się, po czym zawołał:

— Pani hrabino, proszę mi z góry wybaczyć pytanie, które pani teraz zadam, ale spełniam tylko obowiązek. Może będę niedyskretny, ale to jest konieczne.

— Proszę bardzo.

— Z wielu osób składa się służba?

— Z siedmiu: czterech mężczyzn i trzech kobiet.

— Czy nie podejrzewa pani nikogo ze służby?