— Jesteś dobrym ojcem.
— Ale ty nie jesteś dobrą córką, moja kochana — odparł smutno Lipa.
Janek zatrzymał się nagle przy Anieli. Blade elektryczne światło jeszcze bardziej uwydatniało jego wzruszenie.
— Anielo! Postanowiłem wyspowiadać się przed tobą.
— Właśnie tego chcę — zawołał triumfalnie Lipa. — Jestem pewien, że gdy usłyszy prawdę, dowie się, czym zalatujesz, nie tylko się „odkocha”, ale poczuje wstręt do ciebie. Jeszcze ci coś powiem, czego nawet jej nigdy nie powiedziałem. Gdyby Aniela wiedziała wszystko o przeszłości ojca... Często zapytuję siebie samego, skąd do mnie20, Staśka „Lipy”, i jego przewrotnej żony taka uczciwa córka.
Aniela wybuchła płaczem. „Lipa” starał się ją uspokoić.
— Powiedz mi, Janku — zawołała przez łzy — czy masz krew ludzką na sumieniu... — Wzdrygnęła się ze wstrętem na dźwięk słowa „krew”. Janek pochylił głowę i zawzięcie milczał. Wyglądał jak skazaniec. Chciał zaprzeczyć, ale nie mógł wydobyć głosu. Czuł, że jego wyznanie podziała na Anielę jak trucizna.
Poczuł wyrzuty sumienia. Wiedział, że Aniela jest za czysta, aby mogła te brudy wysłuchać. Bał się tego wyznania, a zarazem kochał ją i nie chciał przed nią nic ukrywać.
Przed jego oczami przesunęły się dokonane przestępstwa. Widział siebie od pierwszej kradzieży do dnia dzisiejszego. Wszystko kolejno wlokło się długim szeregiem, poczynając od groszowych „robótek”, aż po grube tysiące. Blade twarze okradzionych proletariuszy i spaśne kołduny bankierów. Pod koniec widział niewyraźnie tych, którzy po obrabowaniu odebrali sobie życie. Mrowie przeszło mu po ciele. Widział, jak gdyby ręce jakieś wyciągnięte do jego szyi. Zrobił krok w tył, a zimny pot wystąpił mu na zmęczone czoło.
Otrząsnął się cały, jakby chciał zrzucić z siebie olbrzymi ciężar, który go przygniatał i dusił.