— Dziecko moje! — błagał. — Wiesz, czym jesteś dla mnie. Nie chcesz przecież, aby twój ojciec gnił na starość w więzieniu. Jeśli mnie opuścisz, nie mam już nic do stracenia. Zlituj się nad twoim nieszczęśliwym ojcem.

— Tak postanowiłam, ojcze.

Tu zwróciła się do Janka:

— A ty uciekaj za granicę. Nie życzę ci wpaść za kraty. O mnie zapomnij!

— Gdy ciebie stracę, mogę stracić i wolność — odparł złamanym głosem. — Niech raz skończy się to piekielne życie. Dość już strachu i niepewności... Niech się dzieje wola Boska.

— Boga wzywasz — uśmiechnęła się smutnie Aniela, podając mu rękę na pożegnanie. — Do Niego zwrócić się nigdy nie jest za późno.

Janek pokrył jej ręce gorącymi pocałunkami, zraszając je łzami.

— Żegnaj, Anielo. Nie myśl źle o mnie. Zgrzeszyłem przeciwko całemu światu, ale tobie nigdy bym nie uczynił nic złego, bo cię szczerze kocham. Żegnaj! Postaram się nigdy więcej nie wchodzić ci w drogę.

Zwrócił swe zapłakane oczy w stronę Lipy.

— Żegnaj, brachu, i przebacz... Gdybym był ojcem tak pięknej i uczciwej córki, za żadną cenę nie chciałbym „Klawego Janka” za zięcia.