— Cieszy mnie to, że wreszcie przejrzałaś. Zlikwiduję moje interesy i wyjeżdżamy za granicę.
Aniela dłuższą chwilę przyglądała się ojcu i odparła:
— Masz rację, ojcze, przejrzałam i właśnie dlatego jadę, ale bez ciebie.
Lipa opadł bezwładnie na krzesło.
— Chcesz unieszczęśliwić starego ojca?
— Trudno. Ciebie ciągnie do świata podziemnego, a mnie do porządnych ludzi.
— W obu tych światach nie brak podłości.
— To ty, ojcze, tak sądzisz. Dziękuję ci za to, żeś mnie wydał na świat w tak miłe środowisko. Opuszczam twój dom. Nie mogę już więcej... — wybuchnęła głośnym płaczem.
Lipa siedział blady jak ściana. Dobrze znał córkę i wiedział, że gdy coś postanowi, wykona. Podziwiał nieraz jej żelazną wolę w dążeniu do dobrego, która przemogła nawet jego skłonności w złym kierunku.
Żałował już w duchu, że namówił Janka do „roboty” u hrabiny, by go w ten sposób „spławić”. Był pewien, że jest to „robota” niewykonalna i że padnie ofiarą, jak inni „fachowcy” przed nim. Nie miał ochoty rozstawać się z córką.