Aniela zasłoniła sobie twarz rękami i krzyknęła:

— Podły morderco! Gardzę tobą!

— Tak! Raz zabiłem, ale tylko we własnej obronie. Zawsze pogardzałem „mokrą robotą”. Nigdy nie zabiłem w celu rabunkowym.

— Co za różnica, w jakich okolicznościach zabiłeś! Fakt, że jesteś mordercą!!

Janek uśmiechnął się gorzko.

— Gdy porządni ludzie mordują się nawzajem na wojnie, czy nie są mordercami?

— Znam dobrze wasze wykręty. Między nami wszystko skończone. Łudziłam się, że ty, którego pokochałam, przypadkowo znalazłeś się w światku występku, widzę jednak, że pomyliłam się. Zanadto zabrnąłeś w błoto, abym cię mogła oczyścić. Zbyt wiele grzechów masz na sumieniu i policja cię zbyt energicznie prześladuje, abym mogła moją miłością wyrwać cię z rąk przeznaczenia.

— Nie kochasz mnie już? — wykrztusił.

— Lituję się tylko nad tobą, nieszczęsny... Moje serce nigdy nie będzie należało do innego, ale żoną twoją być nie mogę!

Lipa wzruszony słowami córki zawołał uradowany: