— Nie mam forsy... — odmruknął Janek.

— Co? Gdzieś ją podział? — zerwał się Lipa jak rażony piorunem.

— Zgubiłem, uciekając, tekę z forsą.

— Tylko proszę cię, nie zalewaj. Zgrywasz ze mnie.

— Wiedziałem, że nikt mi nie uwierzy — uśmiechnął się Janek gorzko.

— Nie udawaj głupiego. Antek i Felek szukają cię po całej Warszawie. Uważają, żeś drapnął, zabierając „dolę”.

— Niech i tak myślą, mnie tam już wszystko jedno — odparł smutno. — Zwariuję z tego wszystkiego. Pech mnie prześladuje jak nigdy. Uciekając, przesadziłem płot i w tym momencie upuściłem tekę. Chciałem się zawrócić, tylko myśl, że mogę się natknąć na policjanta, który mnie ścigał, a którego musiałbym „sprzątnąć”, powstrzymała mnie. Po prostu nie chciałem go „ochłodzić”. Nie rozumiem tylko tego, kto mógł znaleźć tekę i zamordować policjanta.

— Ja także nie rozumiem — uśmiechnął się Lipa. — Ciekaw jestem jednak, czemuś tak od razu stchórzył. Mnie się zdaje, że niejednego policjanta masz na sumieniu.

— Co? — krzyknęła przerażona Aniela. — Zamordowałeś już kiedyś policjanta?

— A jak tak, to co? — zawołał w uniesieniu Janek.