— On nie pamięta, ilu ludzi „ochłodził” — uśmiechnął się Lipa. — W naszym życiu różnie bywa.
Janek zapalił papierosa i nasłuchiwał.
— Wszystko w porządku. W moim domu jesteś zupełnie bezpieczny, radzę ci jednak wynieść się stąd. Diabeł nigdy nie śpi — rzekł Lipa.
— Masz rację, muszę już iść. Prawda, Anielo? — dodał, uśmiechając się gorzko.
— Tak, możesz iść. Sądziłam, że tak nisko jeszcze nie upadłeś. Jestem za słaba, by cię z tego bagna wydźwignąć.
Janek uśmiechnął się, puszczając dym nosem.
— Jak, wy, kobiety, prędko zmieniacie swoje zdanie. Moja ostatnia godzina miłości, szczęścia i wolności już wybiła. Nie chcę, aby mnie tutaj aresztowano.
— I ja nie chcę.
— Masz rację, brachu. Aniela nie jest dla „Klawego”...
— Nie upadaj jednak na duchu, bracie — odparł współczująco Lipa. — Forsa zarobiona u hrabiny umożliwi ci wyjazd za granicę; tam będziesz mógł żyć wygodnie. Postaram się o „lewy gryps” dla ciebie. Pojedziesz sobie, gdzie zechcesz i zapomnisz o wszystkim. Mnie zostawisz tylko tysiąc dolarów. Już wiesz na co... Możliwe, żeś ty nie zamordował posterunkowego. Faktem jednak jest, że mord ten przypisują temu, kto opróżnił kasę hrabiny.