— Dlatego, żebyś dłużej odpoczywał — roześmiał się komisarz. — W każdym bądź razie przydasz się nam. Już od dawna nie widzieliśmy twojej miłej twarzyczki. Zmieniłeś się nie do poznania. Nie jesteś wcale podobny do tej fotografii, którą posiadamy. Wyglądasz elegancko, jakbyś odmłodniał o dziesięć lat. Pozujesz, jak widzę, na angielskiego gentlemana-włamywacza — uśmiechnął się komisarz.

— Pan komisarz także odmłodniał. Uważam, że najlepiej, abyśmy się w ogóle nie spotykali. Po co wam mój „cyferblat”, panie komisarzu. Przyrzekam, że w Polsce nie będę pracował.

— Wierzę. Ale dla pewności odpoczniesz trochę u nas; jesteś mile widzianym gościem.

Wszyscy obecni wybuchnęli śmiechem. Kilku zagadnęło komisarza:

— A z nami co będzie, panie komisarzu?

— Nic takiego, moi panowie i panie. Tylko spokojnie... Poproszę każdego na małą pogawędkę i nic więcej...

Wołkow, który był obecny, szepnął coś komisarzowi do ucha.

Wszyscy zwrócili wzrok na młodą dziewczynę, która siedziała odosobniona w kącie, przyciśnięta do ściany, jakby chciała ujść uwagi obecnych. Komisarz zbliżył się do niej i przypatrywał się jej dłuższą chwilę z uwagą.

— Jak pani się nazywa?

Dziewczyna podniosła się ze swego miejsca i parą dużych przenikliwych oczu ukłuła komisarza. Wielu aresztowanych spoglądało teraz ze zdziwieniem na młodą dziewczynę, jakby ją rozpoznawało.