— Nie mogę, gospodin rewirowy. Muszę tekę doręczyć do komisariatu. Może są tu pieniądze albo bardzo ważne dokumenty.
Rewirowy podskoczył zły i krzyknął:
— Co, mnie, rewirowemu boisz się tekę pokazać? Marsz do komisariatu. Tam poznasz mnie i dowiesz się, kim jestem.
Michał podrapał się ręką w głowę, nie wiedząc, co począć...
„Kto wie — myślał w duchu — czy to nie jest przebrany za rewirowego wspólnik zbiegłego bandyty”.
Po drodze rewirowy odezwał się:
— Jak widzę, pochodzisz ze wsi. W Warszawie nie tak łatwo wytropić przestępcę. Podczas gdy tak rozmawiamy, bandyta hula sobie już przebrany w nocnym lokalu i gwiżdże na nas. Teraz urządzić na niego obławę już nie warto. Lepiej zobaczyć, co jego teka zawiera. Ta teka to „sztuczka” warszawskich złodziei.
— Złodziejskie sztuczki? A co to za sztuczki?
— Bardzo proste. Warszawscy złodzieje to wielkie cwaniaki, mój przyjacielu. Bywa nieraz, że kiedy uciekają przed pościgiem policji, podrzucają naumyślnie przygotowane teki. Liczą na to, że policjant schwyci tekę, a im da możność ucieczki.
Michał nabrał zaufania do rewirowego, żałował już w duchu, że tak dobrego człowieka podejrzewał o złe zamiary. Bez słowa wręczył mu tekę.