Gospodin rewirowy, największego zbrodniarza miałem dziś w ręku... — wyrzucił jednym tchem.

— Gdzie go masz?

— Miałbym go na pewno, gdyby mi nie czmychnął sprzed nosa...

— Ach tak!... Gdyby nie czmychnął? A gdzie karabin?

— Karabin... karabin... — wykrztusił policjant. — Nie miałem go przy sobie i strzelałem z rewolweru.

Wołkow zmierzył go badawczo od stóp do głowy.

— Wychodzisz na posterunek bez karabinu? Taki służbista z ciebie? A co masz pod pachą?

Michał Gawryk (tak nazywał się posterunkowy) zrobił krok w tył.

— Tekę znalazłem! — zawołał dumnie.

— Zobaczymy, jaka jest zawartość teczki.