Kroki zbliżały się.

— Stać! Stać!!! Kto tam???

— To ja!!! — słychać było z daleka.

— Co za ja? Kim jesteś? — krzyczał policjant coraz głośniej. — Stać, bo strzelam!...

— Ha, ha, ha... — usłyszał w odpowiedzi zdrowy, męski śmiech.

Policjant przeżegnał się, prosząc Boga, aby strzegł go od złych duchów i diabłów.

— Raz! Dwa! Trzy! — krzyknął na cały głos i wystrzelił w powietrze.

— Co to za strzelanina? Zwariowałeś? — rozległ się głos w odpowiedzi.

— Stać!... Ręce do góry!... — wołał policjant niemal ze łzami w oczach.

— Co się tu stało? Mów! — zagadnął, już poważnie, przybyły. — Jesteś nieprzytomny, czy co? Strzelasz do mnie... To ja, rewirowy Wołkow... — Trącił go w ramię, budząc z odrętwienia.