— Za kogo mnie pan uważa? — Wyślizgnęła mu się z rąk. — Przecież nie jestem „Zimną kokotą”.

— To widzę — odparł Wołkow cynicznie.

Dzwonek u drzwi przerwał im rozmowę. Wołkow, zdenerwowany z powodu przeszkody, podszedł do drzwi, by je otworzyć, ale Regina odciągnęła go.

Do pokoju weszła „Zimna kokota” na wpół nieprzytomna z powodu nadmiernej racji wypitego alkoholu. Z płaczem rzuciła się Wołkowowi na szyję. Ale odepchnął ją z taką siłą, że jak długa runęła na podłogę. Z jej ust posypały się przekleństwa i ordynarne wyzwiska.

— Zabierz to ścierwo — krzyknął rozwścieczony Wołkow — bo ją zastrzelę jak psa!

— Strzelaj! Proszę bardzo — wołała na całe gardło „Zimna kokota”, odsłaniając mu pewną część ciała...

Regina dla uniknięcia skandalu zaciągnęła Wołkowa do swej sypialni, usiłując go uspokoić. I znów znalazł się w jej władzy.

— Współczuję panu — zaczęła Regina.

— Mnie?

— Tak, panie komisarzu. Serce mi boli28, gdy patrzę się na to, co oni z panem wyprawiają.