— Powiedz, co mam uczynić, by brylanty zostały u mnie... to jest u nas... — poprawił się po chwili.
Regina zbliżyła się do drzwi, sprawdziła, czy nikt nie podsłuchuje ich rozmowy, po czym szepnęła mu do ucha:
— Powiesz, że musiałeś podrzucić tę kolię.... Że jeden z agentów znalazł ją i zwrócił ambasadorowej... Tak sadzę, będzie najlepiej.
— Krygier jest zbyt przebiegły, by w to uwierzył — odparł Wołkow.
— Znam lepiej Krygiera od ciebie. Tym razem uwierzy ci. Będzie musiał ci zaufać. On zrozumie, że inaczej nie mogłeś postąpić.
— Przypuśćmy, że tak będzie najlepiej. Pozostaje jeszcze kwestia odsprzedaży tych drogocennych kamieni. Komu je odstąpimy? Przecież może wpaść w ręce takiego jubilera, który da znać policji, a wówczas...
— Zostaw to mnie. Już ja znam jubilerów. Obym tylko tyle miała na sprzedaż, ile kupią.
— Ale, obawiam się, że Krygier i jego towarzysze nie uwierzą mi...
— Bądź spokojny. Zresztą mam tylko twoje dobro na myśli. Zapominasz, że gdy oddasz im kolię, na zawsze będą cię mieli w swoich rękach. Nigdy się od nich nie odczepisz.
— Masz rację. Tylko... Powiem ci szczerze, nie wiem, czy mogę do ciebie się odnieść ze stuprocentowym zaufaniem i czy nie postąpisz ze mną tak, jak przed niedawnym czasem uczyniła „Zimna kokota”.