Krygier i Janek chcieli się rozprawić z „Zimną kokotą”, ale gdy im wyznała wszystko, przyznali jej rację i oświadczyli Liskowi, że rezygnują z proponowanego przezeń interesu.
— Z degeneratami nie chcemy mieć nic wspólnego — rzekł Krygier.
Rozdział VII
Pociąg pośpieszny z łoskotem zatoczył się na dworzec w Gdyni.
— Gdynia! — zawołał konduktor.
Stasiek Lipa powoli wstał z miejsca wagonu pierwszej klasy i wraz z córką Anielą szykował się do wyjścia.
Aniela zdjęła jedwabny płaszcz deszczowy z wieszaka, wzięła torebkę do ręki i wyszła z wagonu. Tragarz znosił dwie ciężkie walizki.
Stasiek Lipa zmienił swój wygląd nie do poznania. W eleganckim, sportowym ubraniu angielskim i z zawieszonym na pasku aparatem fotograficznym raczej wyglądał na zagranicznego turystę. Wysoki, przystojny, nieco przygarbiony, o lekko siwiejącej czuprynie wzbudzał respekt. Tylko oko doświadczonego znawcy ludzi dostrzegłoby, że do jego bladej twarzy nie bardzo odpowiadał przylepiony uśmieszek beztroski.
Również Aniela zmieniła się. Była jeszcze piękniejsza. Biały jedwabny kostium jakby był dobrany do majowej barwy jej pięknej twarzy. Jedynie oczy jej, przypominające błękit nieba, rozglądały się dokoła z niepokojem.
Stasiek Lipa wsiadł z Anielą do taksówki, polecając szoferowi w języku angielskim, by go zawiózł do wytwornego hotelu. Tragarz, któremu wręczył banknot dolarowy, kłaniał się Staśkowi Lipie niżej pasa.