W kilka minut później Stasiek Lipa z córką zajęli w hotelu elegancki apartament, którego okna wychodziły na morze.

Ledwie drzwi zamknęły się w pokoju hotelowym, Aniela zawołała:

— Dokąd mnie uwozisz? Nie chcę jechać!...

— Poproszę cię, córko moja, abyś się zachowała trochę spokojniej. Ojciec cię nie uprowadzi! Nic złego ci nie grozi!

Stasiek Lipa wypowiedział te słowa z chłodem, stanowczo, skandując każdą sylabę. Prawa szczęka drgała przy tym nerwowo. Oczy jego pokryły się dziwnym błyskiem.

Aniela opadła bezsilnie na kozetkę, zakrywając twarz rękami. Płakała.

— Dlaczego płaczesz? — zbliżył się do niej Stasiek Lipa, nagle zmieniony. Ból ojcowski targał jego sercem.

Przez kilka chwil przyglądał się jej i chociaż płacz jej sprawiał mu ból i cierpienie, postanowił za nic w świecie nie ustąpić34 z raz powziętej decyzji.

Stasiek Lipa wybierał się z córką za granicę. Chciał w ten sposób raz na zawsze położyć kres jej nieszczęśliwej miłości. Zdawał sobie sprawę z tego, że i Aniela w duszy staczała boje ze swoim uczuciem, pragnąc zapomnienia. Obawiał się, by w decydującej chwili nie zabrakło jej odwagi i sił w walce z własnym uczuciem. To go właśnie skłoniło do natychmiastowego wyjazdu z Polski.

Zlikwidował swoje interesy. Nocny lokal przejął od niego Bajgełe, który tam usadowił „Zimną kokotę”. Po incydencie z Liskiem zyskała ona na powadze. Liczono się z nią. Ale Bajgełe miał oczywiście w tym swoje wyrachowanie: „Zimna kokota” nadawała się do naciągania gości.