— Ojcze, ojcze!... Powiedz, co się stało? Co ci jest?
Stasiek Lipa ciężko westchnął. Jego twarz nabrała wyrazu życia. Oczy się rozpogodziły. Postawna figura nieco się wyprostowała.
— Siadaj przy mnie — rzekł do Anieli tonem na wpół rozkazującym..
Aniela spełniła polecenie ojca. Dygotała cała, trzęsąc się niby w febrze, aczkolwiek w pokoju było ciepło od promieni słonecznych.
— Czego chcesz, ojcze?
— Milcz! Milcz! — podniósł Stasiek Lipa pięści do góry.
Aniela odskoczyła na bok, jakby za chwilę miała rzucić się w stronę drzwi.
— Tu masz siedzieć! — syknął niby żmija, a twarz jego przyoblekła się w maskę zbrodniarza, tak że Aniela utkwiła przerażone oczy w twarzy ojca. Bała się nawet krzyknąć...
— Ojcze! Ojcze!... Boję się...
— Kogo? — roześmiał się Stasiek Lipa.