Aniela miała teraz stuprocentową pewność, że jej ojciec postradał zmysły. Bezsilna, trwała w biernym oczekiwaniu tego, co miało nastąpić. Staczała ze sobą bój wewnętrzny, by nie wzywać pomocy. Na myśl o tym, że krzykiem może zdradzić własnego ojca, którego poszukuje teraz zapewne policja, rezygnowała z pomocy z zewnątrz. Czuła, że nie przeżyłaby tego, gdyby miano ojca na stare lata zakuć w kajdany.
— Kim jestem dla ciebie? — zapytał Stasiek Lipa, a oczy jego skierowane były nie w stronę córki.
Aniela nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.
— Gadaj! Kim jestem dla ciebie?
— Ojcze, nie rozumiem ciebie...
— Ojcze!... Ha, ha, ha. Ja jestem twoim ojcem? — śmiał się na całe gardło — I ty, znaczy się, jesteś moim dzieckiem?!...
Aniela nie orientowała się w tym, do czego ojciec zmierza, z przerażeniem zapytała:
— Ojcze drogi, co za myśli przychodzą ci do głowy?
— Tylko nie „ojcze”!...
Aniela przerażona zerwała się z miejsca i zaczęła się cofać plecami do drzwi. Stasiek Lipa zmienił się nie do poznania.