— Matka twoja wpadła na trop mego adwokata. Zwróciła się do niego z prośbą o odnalezienie swojej córki. Umyślnie zaufała mu „tajemnicę”, że nie jesteś moją córką. Liczyła ona na to, że adwokat o tym mnie poinformuje. Prowokacja jej nie udała się. Jesteś moim dzieckiem. Moja krew! — pokrywał jej twarz gorącymi pocałunkami.

Aniela przytuliła się do ojca, nie rozumiejąc sama, dlaczego teraz czuła się także szczęśliwa. Ale świadomość przywiązania do niego była teraz o wiele głębsza niż przedtem. Pojęła, że jest źrenicą w oku tego starego przestępcy.

Oboje zadowoleni udali się na wybrzeże morskie.

Rozdział VIII

I znów minęło lato. Dni stawały się krótsze, a noce dłuższe.

Do miast powróciła dziatwa szkolna. Miasta wchodziły w okres ożywionego sezonu.

Ożywienie zapanowało także w światku przestępczym. Nadzieja lepszych zarobków świtała w niejednej głowie.

Klawy Janek, Krygier i reszta kompanii witali nadejście jesieni ze szczególnym upodobaniem. Lato spędzili na marnotrawstwie. Mimo hulaszczego trybu życia, nie pozostali zupełnie goli. Zrabowane ze skarbca pieniądze mogły im jeszcze starczyć na kilka lat beztroskiego życia.

Krygier należał do tego typu ludzi, którzy kują żelazo póki gorące. Chciał wykorzystać sytuację, póki Wołkow stał na czele Urzędu Śledczego. Wszak w tej sytuacji „robota” była rzeczą prawie że bezpieczną.

Klawy Janek daremnie poszukiwał Anieli. Gdy dowiedział się, że wraz z ojcem wyjechała za granicę, popadł w stan silnej depresji. Szedł za Krygierem niby cień, bez życia i bez inicjatywy. Krygier wykorzystał tę sytuację, traktując Janka jako ślepe i posłuszne narzędzie.