Wstał, wyprostował się. Ciężar spadł mu z głowy. Odłożył rękopis do skrytki w walizie, zaopatrzonej w podwójne dno. Tam przechowywał również gotówkę.

Wtem w drzwiach ukazała się pokojówka, która trzymała w ręku wizytówkę.

Krygier, przeczytawszy napis, poprosił do siebie przybyłego. Był to Józek „Zalewacz”, który nie szedł zbyt pewnym krokiem.

— Co, znów zrobiłeś „kojsę”? — zapytał go Krygier na powitanie. — Idź spać. Lubię rozmawiać z trzeźwymi.

— Piłem, ale pijany nie jestem.

— No, to siadaj. Co cię sprowadza do mnie?

Józek Zalewacz, siadając, potrącił nogą o mały stolik, na którym stał duży wazon kryształowy. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła. „Zalewacz”, który przyszedł już zdenerwowany, stracił do reszty panowanie nad sobą.

— Uspokój się, to dobry znak — rzekł Krygier.

— A ja twierdzę, że to zły znak. Mam zresztą złą nowinę.

— Gadaj szybko — zawołał Krygier, zdjęty złym przeczuciem.