— Policja jest na naszym tropie.
Krygier parsknął śmiechem.
— Idźże już spać, ty nicponiu — śmiał się Krygier beztrosko. — Policji się nie boję. Mam Wołkowa w ręku! Jesteś pijany, więc strzeż się, abyś zbyt wiele nie wygadał i tym samym nie sprowadził na nas nieszczęścia.
— A ja ci powtarzam — rzekł pijanym głosem Zalewacz — że policja lada moment tu się zjawi! Ja jestem byłym adwokatem i wiem, co mówię!...
— Więc źle cię poinformowano. Idź do łóżka i wyśpij się. — Krygier usiłował się go pozbyć.
— Mnie nikt nie poinformował. Mam węch.
— Ale dziś jesteś zakatarzony.
Józek Zalewacz opuścił mieszkanie Krygiera bardziej niezadowolony niż przedtem. Na odchodne zdążył tylko rzucić pod adresem Krygiera:
— Pamiętaj, że cię ostrzegłem! Masz jeszcze czas umknąć. Kto wie, czy za minutę nie będzie za późno...
— Wódka gada za ciebie...