— I to niewykluczone. Nie będę przysięgał, że to ona była ową kobietą. Ale niech mi pan tak powie z ręką na sercu, czy pan czasem sam nie wyrwał się przed nią słowem o naszych zamysłach?
— Nigdy! — odpowiedział Szczupak osobiście dotknięty tym pytaniem.
— Możliwe. Ale dziwi mnie to, w jaki sposób zapoznał ją pan.
— W bardzo prosty sposób. Byłem na dancingu. Po cywilnemu. Poprosiłem ją do tańca i od tego czasu znamy się.
Chytry uśmieszek zakwitł na ustach Wołkowa.
Chciał kontynuować rozmowę z zastępcą, bawiąc się z nim w mysz i kotkę, gdyż po tym, co zaszło, Szczupak już nie miał o co podejrzewać Wołkowa, ale wtem zapukano do drzwi.
— Proszę — odezwał się Wołkow.
We drzwiach ukazała się jedna z dwóch policjantek, które konwojowały Reginę do aresztu. Z triumfem na twarzy położyła na biurko Wołkowa „zdobycz” — brylantową kolię.
— Znaleźliśmy ją zaszytą w kołnierzu palta tej „damy”.
Bez słowa Wołkow wziął kolię do ręki i obejrzał ją z wszystkich stron. Napiął nerwy, by niczym nie zdradzić się przed zastępcą. Ale Szczupak nie wytrzymał i zawołał: