— To kolia brylantowa żony ambasadora!

— Tak, to ta sama — powiedział pewnym głosem Wołkow. — Kto z nas ma rację?

Szczupak milczał. Był zmieszany. Nie wiedział, co teraz powiedzieć.

Wołkow polecił umieścić Reginę w pojedynczej celi.

Potem gdy znów zostali we dwójkę, Wołkow i Szczupak spoglądali na siebie przez chwilę. Wołkow zadzwonił do poselstwa:

— Tu komisarz Wołkow! Proszę sekretarza poselstwa do telefonu. Odnaleźliśmy brylantową kolię pani ambasadorowej... Nasza policja działa skutecznie, tym bardziej, że chodziło o tak wysoko postawioną osobistość... kolia jest w moim gabinecie do odebrania.

Wołkow z triumfem w oczach odłożył słuchawkę. Dumnie spoglądał na Szczupaka, który siedział jak nieprzytomny. Z twarzy Wołkowa biło zadowolenie, ale w sercu kłuło niby szpilkami. Był bliski ataku sercowego. Ale musiał grać rozpoczętą rolę do końca.

Niedługo potem do Urzędu Śledczego zajechał sekretarz poselstwa. Zaprowadzono go do gabinetu Wołkowa. Gdy odebrał kolię brylantową, wielokrotnie dziękował, przyrzekając, że cały świat dowie się o zasłudze tak utalentowanego komisarza policji.

— W naszej odpowiedzialnej służbie musimy być gotowi na wszystko. Pan jest zdolnym policjantem — rzekł do Szczupaka — ale kobiety są zdolniejsze od najgenialniejszego detektywa. Musimy się mieć na baczności.

— O tak, ten wypadek utkwi mi w pamięci — przyznał się w pokorze Szczupak. — Pan okazał się bardziej doświadczony ode mnie. Dziękuję panu, panie komisarzu. Gdyby nie pan, kto wie, w jaką aferę byłbym się wkopał!...