Wołkow przy pomocy wytrycha otworzył drzwi i wszedł do celi. Regina powitała go z otwartymi ramionami:

— Cicho. Nie mogę tu długo zabawić. Zaczekamy dwadzieścia minut czasu i wyprowadzę cię stąd. Musimy to tak urządzić, by to wyglądało, żeś stąd uciekła.

— Ale dlaczego kazałeś mnie aresztować?... Kolia brylantowa...

— Uspokój się. Kolię mam. Zwrócę ci ją.

Regina przytuliła go do siebie. Tym razem uczyniła to szczerze. Po raz pierwszy w życiu była za kratami. Zdawała sobie sprawę z tego, że był jedynym, który mógł ją stąd uwolnić.

W celi panowały ciemności. Jedynie przez kraty przesączało się z podwórza światło, co ułatwiło poruszanie się w wąskiej, wilgotnej celi.

Wołkow zmienił się nie do poznania. Gdyby mogła teraz dokładnie zobaczyć jego twarz, na pewno nie tuliłaby go tak do siebie z takim spokojem i serdecznością.

— Ale dlaczego kazałeś mnie aresztować?

— Szczupak szpiegował mnie. Musiałem to zrobić.

— W taki sposób?