— Musiał się kierowca pomylić i pojechać szosą lubelską. To nas uratowało.

— Jestem przekonany, że to nas policja ścigała — oświadczył Janek. — Mogą się jeszcze natknąć na nasze ślady. Bądź zdrów i idź sobie, gdzie oczy cię powiodą. Ja pójdę w innym kierunku. Po co masz się wsypać z mego powodu?

Janek uścisnął rękę szofera na znak wdzięczności:

— Bądź zdrów. Jesteś naszym przyjacielem. Nie zapomnę ci tej przysługi.

— Znasz także i moją siostrę — rzekł na pożegnanie szofer.

— Twoją siostrę?

— Tak: „Zimną kokotę”.

— O, tak. Znam ją. A teraz — do widzenia.

Szybkim krokiem Janek oddalał się od tego miejsca. W drodze rozmyślał nad tym, co zaszło.

Naraz podchwycił echa podejrzanych kroków. Ledwie zdążył zorientować się, że tuż w pobliżu znajdują się ludzie, padły słowa: