Życie mu już dawno obrzydło. Od czasu, gdy Aniela go porzuciła, szukał śmierci. A teraz nasunęła się okazja. Nie obchodził go teraz los szofera.
Naraz auto podskoczyło i wywróciło się.
Janek stracił przytomność.
Gdy otworzył oczy, Janek poczuł ostry ból w boku. Szofer, który wyszedł z katastrofy cało i bez najmniejszego szwanku, stał nad nim pochylony i uśmiechał się.
— Podnieś się!
Janek podniósł się, nie zważając na ostry ból. Polecił szoferowi, by podpalił taksówkę, leżącą w rowie.
— Oszalałeś? — zawołał szofer. — Można ją będzie naprawić!
Janek wyciągnął z kieszeni garść banknotów i wręczył je szoferowi. W chwilę potem taksówka stała w płomieniach, a Janek i szofer oddalili się od miejsca pożaru.
— I ja już odsiedziałem karę pięć lat więzienia46 — rzekł szofer po drodze. — Antek i Felek dobrze mnie znają.
— Bardzo dobrze. Ale trzymaj język za zębami. Nie rozumiem tylko, gdzie się podziała taksówka, która nas ścigała!