— Skoro jesteś nasz człek, to jedź szybciej — rzucił Janek.

— Czy doktor jeszcze potrzebny?

— Nie. Jedź za miasto.

Wprawny wzrok Janka dostrzegł z daleka taksówkę, która jechała za nim. Gdy znaleźli się za rogatkami miasta, Janek zawołał do szofera:

— Dostaniesz sto dolarów, ale jedź pełną parą!...

Szofer zwiększył szybkość jazdy. Taksówka mknęła jak strzała. Ale również auto pędzące w ślad za nią zwiększało szybkość.

— Prędzej, prędzej, prędzej! — wołał Janek. — W pewnym momencie podskoczył do szofera i ujął w swoje ręce kierownicę. Janek umiał kierować maszyną.

Szofer, blady jak chusta, uprzedził Janka:

— Jedziemy na złamanie karku! Pamiętaj, że lada moment wpadniemy w przepaść!... Zwariowałeś chyba!...

Janek nie odpowiedział ani słowem. Mocno trzymał kierownicę w swych rękach, nie zważając na niebezpieczeństwo. Patrzył teraz czyhającej na niego śmierci prosto w oczy.