— Aleje Jerozolimskie Nr... Panie prędzej!... Matka mi zachorowała!... Pędzę po doktora!...
Szofer odrzekł z uśmiechem:
— Niech się pan uspokoi... Jestem swój człek...
— Co?
— Nie poznaje mnie pan?... No?... To przecież ja was wyprowadziłem ze skarbca...
Janek zbliżył się, by lepiej spojrzeć szoferowi w twarz. Po „wsypie” z Wołkowem, wolał się mieć na baczności.
— Pokaż no swój cyferblat!
Szofer odwrócił się do niego i rzekł z uśmiechem:
— No, teraz mnie pan poznaje?
Jankowi jego twarz spodobała się. Chociaż wówczas, podczas ucieczki ze skarbca nie widział twarzy szofera, wierzył jego słowom.