Nie natknął się na nikogo...
Rozdział IX
I znów minęło kilka tygodni. Jesień ustąpiła miejsce zimie.
Ludzie nocy przywitali zimę z otwartymi ramionami. Zbliżał się dla nich upragniony sezon.
Krygier nie rezygnował ze swoich planów. Nie mieszkał w Warszawie. Przeniósł się do jednego z luksusowych pensjonatów podmiejskich, gdzie zamieszkał w charakterze gościa. Również pozostali członkowie jego bandy ulokowali się każdy w jednym z pensjonatów na „linii”.
W tych pensjonatach uchodzili za rekonwalescentów. Wśród rozleniwionych gości pensjonatów trudno było rozróżnić członków bandy Krygiera.
Zbierali się od czasu do czasu pod osłoną nocy u Bajgełe, który przejął po Staśku Lipie jego nocny lokal. Bajgełe robił świetne interesy. „Zimna kokota” nadawała się do roli kierowniczki interesu.
Nikt, z wyjątkiem Krygiera, nie zwracał uwagi na fakt nagłego zaginięcia Reginy. Na myśl mu, oczywiście, nie mogło przyjść przypuszczenie, że Regina już nie żyje i że mogła ona zginąć w tak fatalnych okolicznościach. Krygier był przekonany, że Regina po prostu uciekła od nich, mając dość takiego życia.
Pewnego poranka zimowego przed pomnikiem Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu przechadzał się młody człowiek w futrze z podniesionym kołnierzem i nasuniętym mocno kapeluszem. Co pewien czas wyjmował złoty zegar, dając w ten sposób wyraz swemu zniecierpliwieniu. Był to Klawy Janek.
Na vis-à-vis, drugim chodnikiem przechadzał się Krygier. Obaj oczekiwali kogoś z niecierpliwością. W pewnym momencie na rogu ulicy zatrzymała się taksówka, z której wysiedli Antek i Felek. Antek miał w ręku małą walizeczkę. Janek dał im dyskretny znak ręką, by odeszli, a sam dobiegł do taksówki i rzucił rozkazująco: