Aniela wszak była gdzieś bardzo daleko. Kto wie, czy Stasiek Lipa nie postarał się o to, by Aniela była na zawsze odseparowana od niego.

Janek nie zdawał sobie teraz sprawy, że nowa miłość jego pachnie niebezpieczną awanturą. Jedyne, co go jeszcze powstrzymało przed tym, by na ślepo iść za tą kobietą, było podejrzenie, czy czasem nie wpadł w sieci sprytnej konfidentki.

Po kolacji, gdy ona udała się do pokoju, by przebrać się, wszedł Janek.

— Już znowu jesteś przy mnie?

— Kocham cię. Od dziś tylko ciebie będę kochał — wyrzucił z siebie te słowa jednym tchem.

Przywarł do niej i obsypał ją płomiennymi pocałunkami. Zwinnym ruchem wyślizgnęła się z jego ramion:

— Zbyt wcześnie stajesz się nudny. Zachowujesz się jak żak. Następujesz mnie na pięty. Nie wypada, jak na dorosłego mężczyznę.

— Nie wiesz, z kim masz do czynienia! — rzucił groźnym tonem.

— I nie chcę wiedzieć. My, Amerykanie, nie zwykliśmy, jak wy Europejczycy, interesować się każdym szczególikiem. Szukamy nowych wrażeń, które nas pociągają.

— Teraz widzę wyraźnie pani sylwetkę. Oho! Jakże pani inaczej wygląda teraz niż onegdaj przy świetle księżyca. Oho, z pani wcale niesentymentalna kobieta.