Wtajemniczył Krygiera w różne plany policji śledczej. Jednym słowem — Wołkow uchodził za „swego” człowieka.

W postawie Janka zaszła wielka zmiana. Od czasu zbliżenia się do Ady Janek stale domagał się od Krygiera urządzenia nowych włamań. Potrzebował coraz więcej pieniędzy. Miłość do Ady była wyjątkowo kosztowna.

Następnego dnia po rozstaniu Ada przyjęła Janka z zimną obojętnością, jakby go po raz pierwszy widziała. Na próżno Janek przypominał jej przeżycia pełne rozkoszy i radości. Ada miała na wszystko jedną odpowiedź:

— Nigdy nie pamiętam, co ze mną było wczoraj...

Janek był gotów rzucić się na nią pięściami, zadusić jak gada. Ale wystarczyło jej jedno spojrzenie, by skurczył się jak robak, który drży, by nie zdeptano go nogą.

Zadała kłam przyrzeczeniu, rzekomo mu danemu, że razem opuszczą ten pensjonat. Utrzymywała, że Janek usiłuje jej wmawiać rzeczy, o których nie śniła. Janek przyznawał w duchu, że z podobnie wyrafinowaną kobietą jeszcze nigdy nie miał do czynienia.

Tego dnia przywiózł jej z Warszawy w upominku brylantowy pierścionek. Jakże wielkie było jego zdumienie, gdy Ada, po obejrzeniu kosztownego pierścionka z wszystkich stron, odezwała się:

— Mój drogi, nie masz gustu. Innym razem postaraj się o lepszy wybór.

Jankowi chciało się w tej chwili splunąć jej w twarz i krzyknąć coś ordynarnego.

Ale w tej chwili zbliżyła się do Janka, objęła go i zawołała: