— Nie rozumiem, o co ci chodzi. Czego żądasz ode mnie? — zawołał Wołkow, bliski szału.
— Domagamy się udziału w wielkiej sumie obcej waluty, którą zabrałeś zamordowanemu policjantowi.
— Ja?...
— Tak, to ty zamordowałeś policjanta! — wykrzyknął Janek.
Profesor, który przez cały czas obserwował rozmówców, zbliżył się do nich raptownie. Nie wierzył własnym oczom i uszom.
Ale Wołkow parsknął śmiechem:
— Co się wam przyśniło, do licha? I co jeszcze zmyślicie?
— Nic więcej — odparł spokojnie Janek. — Chcemy, abyś się przyznał, że owej nocy, kiedy obrobiliśmy hrabinę, zamordowałeś policjanta i odebrałeś mu tekę z łupem, którą w czasie ucieczki zgubiłem.
Profesor gotów był przysiąc, że Janek znów dostał ataku szału i że postradał zmysły.
— Pan sądzi, że nie mówię do rzeczy? — zwrócił się Janek do profesora. — Zapewniam pana, że jestem przytomny i wiem, co mówię.