Zerwał się z miejsca i krzyknął głośno. Odpowiedziało mu szczekanie psa. Włosy stanęły komisarzowi na głowie z przerażenia. Bał się poruszyć.

„To dopiero banda — pomyślał w duszy. — Mają tu wytresowanego psa, który czuwa nade mną”.

Szczupak żałował, że wystrzelił wszystkie naboje i nie miał teraz czym się pozbyć surowego strażnika.

Szczupakowi wydawało się, że się już nie wydostanie z tego grobu. Miał ochotę krzyczeć, ale całą siłą woli zmuszał siebie do opanowania. Zdawał sobie sprawę, że wszelka agresywność z jego strony spotęguje tylko niebezpieczeństwo. Pies, którego nie widział, ale którego obecność czuł, przykuwał go do miejsca.

Wreszcie się zdecydował. Powoli zaczął się poruszać. Coraz odważniej. Dziwił się, że pies nie reaguje na jego swobodne ruchy. A jeszcze bardziej był zdumiony, gdy obmacał już całą piwnicę i nie natrafił na żaden ślad żywej istoty.

„To złudzenie... Nerwy... — pomyślał Szczupak w duszy. — Nikogo tu nie ma w piwnicy, prócz mnie”.

W tejże chwili światło zabłysło w piwnicy. Oczy komisarza, przyzwyczajone do ciemności, nie widziały nic, co się dokoła dzieje. Światło natychmiast zgasło.

Szczupak nie wątpił już teraz, że jest strzeżony.

Obudził się w nim instynkt policyjny. Postanowi wybadać, co się tu dzieje. Powoli, ostrożnie rozglądał się dokoła. W kącie, tuż obok sufitu wymacał lampkę elektryczną. Zrozumiał, że musi się też w piwnicy znajdować kontakt, który przekręcono, by sprawdzić, co on porabia.

Rozległ się śmiech kobiecy. Przyłożył ucho do wilgotnej ściany i usłyszał kilka głosów prowadzących rozmowę. Zorientował się, że grają w karty.