— Panie Wołkow — odezwał się Krygier — przyznajesz się, czy nie?

Wołkow milczał.

— Radzę ci po przyjacielsku, odpowiadaj — odezwał się Bajgełe.

— Nie mam się do czego przyznawać. Nikt zresztą nie wierzy waszym bredniom. To, co wy mnie zarzucacie, jest wymysłem dla zemsty.

— Właśnie dlatego, że nikt nam nie uwierzy, wolimy, abyś ty się przyznał. My wszak jesteśmy zbrodniarzami, a ty przyzwoitym człowiekiem, komisarzem policji, stróżem bezpieczeństwa — ironizował Krygier.

Janek złapał Wołkowa za klapy i zatopiwszy swój wzrok w jego przerażonych oczach, zapytał:

— Przyznajesz się czy nie? — krzyczał Janek.

— Tylko bez przemocy! — odezwał się profesor.

— Przecież to ich metoda — zawołał Krygier.

— Przyznajesz się czy nie? — krzyczał w niebo.