— Nie! — jeszcze głośniej wołał Wołkow.

Janek głośno klasnął dłońmi. Jakby w odpowiedzi na to z drugiego pokoju rozległ się śmiech kobiety. W chwilę po tym drzwi się otwarły i na progu ukazała się „Zimna kokota”. Odważnie zbliżyła się do Wołkowa.

— Znasz tę dziewczynę? — roześmiał się Bajgełe. — Widzisz, że cię nie oszukałem i że w tym domu są ładne kobietki...

Wołkow spojrzał ostro na „Zimną kokotę”, ale zanim zdążył coś powiedzieć, rzuciła mu prosto w twarz:

— Tyś zamordował policjanta!... Już zapomniałeś, coś mi opowiedział?

Wołkow był zdruzgotany. „Zimna kokota” ciągnęła dalej:

— Coś przypuszczał? Że ciebie kocham?!... Ha-ha-ha... Ja, córka starego złodzieja miałabym kochać policjanta, który prześladuje moich najbliższych? Zawsze cię nienawidziłam, a teraz daję ci tego dowód!

Wołkow, wściekły, zawołał:

— Zabierzcie tę „skórę” sprzed moich oczu! A z wami ułożę się!

— Już ci się nie podobam? — drażniła go.