— A jednak obleciał was strach przed śmiercią — ironizował Szczupak. — Wasze szczęście, że naprawdę nie mam czym strzelać. Ale przekonałem się, że z was niewielcy bohaterowie. Wasza odwaga wyraża się w tym, że chwytacie przeciwnika w swe ręce niespodzianie. Dokonujecie cudów, gdy przeciwnik śpi. W gruncie rzeczy jesteście tchórzami.

Rozmówcy Szczupaka czuli się tymi uwagami dotknięci.

Milczek zareagował:

— Skoro przypuszczasz, żeśmy się obawiali, jesteś w błędzie. Śmierci się nie boimy. Bolało nas tylko, że nie pozbawiliśmy ciebie broni przedtem. A teraz czas na nas. Musimy się rozstać.

Przy tych słowach Milczek przyłożył lufę rewolweru do skroni komisarza.

— Aha! — zawołał Milczek z satysfakcją. — Zbladłeś nie gorzej od nas.

Szczupak odparł:

— Jeżeli mnie zabijecie, potwierdzicie swoim czynem moje słowa, że jesteście tchórzami.

— Ani słowa więcej, bo będę strzelał! — zagroził Milczek.

Szczupak zsiniał z przerażenia.