— Byłbym już dawno zrobił użytek z rewolweru, tylko, że już zdążyłem wystrzelić wszystkie kule. Dziwię się właśnie, że pozwoliliście na to, abym zachował rewolwer...

— To był z naszej strony wielki błąd — wtrącił się Milczek do rozmowy. — Gdybyśmy nie popełniali błędów, nigdy byśmy nie wpadali w wasze ręce. Jesteśmy tylko ludźmi, a zatem i omylnymi.

Szczupakowi nie brakło odwagi i energii w obliczu niebezpieczeństwa. Rzeczywiście tak było, że zimna stal broni parzyła jego palce. Buntował się przeciw samemu sobie, że może z takim spokojem przebywać w towarzystwie przestępców i być przedmiotem ich kpin oraz złośliwych uwag: On, komisarz policji, na zew którego stanęłyby liczne zastępy policji do boju, igraszką w ręku bandy, którą postanowił za wszelką cenę wytropić.

Milczek ciągnął dalej:

— Wydaje mi się, że gdyby nawet pan miał przy sobie drugi magazyn kul, nie ważyłby się pan na stawianie oporu. Pan nie jest na tyle naiwny, by nie mógł zrozumieć, że z tej nierównej walki wyszedłby przegrany.

Naraz Szczupak dobył rewolweru i zawołał:

— Ręce do góry!

Milczek i Antek cofnęli się instynktownie o krok w tył. Twarze ich pokryła śmiertelna bladość.

— Ręce do góry!!! — krzyknął z całych sił Szczupak, zbliżając się powoli w kierunku przerażonych kompanów.

Ale wnet Szczupak roześmiał się i rzucił rewolwer w kąt.