— To moja rzecz. Nie cofam słowa — rzekł Milczek.
Uwolniwszy Szczupaka, Milczek zapytał:
— Możemy iść?
— Tak. Ale pamiętajcie, że po upływie 20 minut uczynię wszystko, aby was dostać w swoje ręce.
— Do widzenia! — rzekli dwaj towarzysze Krygiera na pożegnanie. — Zostawiamy panu drzwi otwarte. Ale musi tu pan pozostać 20 minut czasu. Sądzimy, że pan dotrzyma słowa.
— Naturalnie. Do widzenia! Moi ludzie oczekują was na ulicy!
Szczupak nerwowo przechadzał się po piwnicy, spoglądając co chwila na zegar. Wreszcie upłynęło 20 minut...
Rozdział XI
W jednym z najelegantszych pensjonatów pod Nowym Jorkiem panował ruch ożywiony. Goście poruszali się z dystynkcją, nie zważając na siebie. Wszystko tu odbywało się w nastroju sztucznym, sztywnym. Służba murzyńska stała na umówionych miejscach, pełna oczekiwania na najmniejszy rozkaz wyfraczonych panów i wydekoltowanych pań.
Większość gości rekrutowała się z posażnych, ale starszych panien i podtatusiałych kawalerów, którym interesy nie pozwalały na to, by w porę zainteresować się zmianą stanu cywilnego. Goście tu sprawiali wrażenie, jakby byli pokłóceni z całym światem i nawzajem się nie znosili.