Stasiek Lipa postanowił zabawić dłużej w tym pensjonacie, by oddać córkę dłuższej kuracji nerwów.

Po kilkudniowym pobycie w pensjonacie, gdy Aniela siedziała wieczorem w pokoju, u okna naraz zauważyła młodego człowieka, który jej się ukłonił z elegancją.

Aniela utkwiła wzrok w przybyłym, który żywo przypomniał jej Janka.

Naraz Aniela odskoczyła od okna. Po chwili Aniela znów podeszła do parapetu okna. Nieznajomy stał na tym samym miejscu, zapatrzony w okno pokoju Anieli. Teraz przyjrzała mu się bliżej. Był to mężczyzna lat dwudziestu ośmiu, wysoki, wysportowany, o niebieskich oczach. Blond czupryna ozdabiała jego głowę.

Aniela odeszła od okna zawstydzona, że tak długo obserwowała nieznajomego. Serce jej z niewiadomej przyczyny zabiło mocniej.

Usiadła zadumana. Nawiedziły ją marzenia. W wyobraźni ujrzała ukochanego Janka i zagrały w niej namiętności. Naraz odżyła w jej pamięci scena w pokoju hotelowym, kiedy przed przybyciem policji Janek rzucił się na nią.

A po chwili ujrzała siebie w objęciach komisarza Żarskiego. Uczucie strachu przejmowało ją teraz na myśl, że Żarski już nie żyje. Nie wątpiła, że komisarz kochał ją prawdziwie. Niejednokrotnie przeżywała wyrzuty sumienia, że z jej powodu popełnił samobójstwo.

Również niegodziwiec Moryc wypłynął teraz w jej wyobraźni. Przypomniała sobie pobyt w willi Krygiera w Poznaniu oraz nocną nieproszoną wizytę Moryca w jej pokoju. Była zadowolona, że go wówczas spoliczkowała.

Na wspomnienie o tym bliska była wybuchu śmiechu. I nie wiedziała, dlaczego naraz pragnęła go tu zobaczyć w Ameryce. Tęskniła za widokiem znajomej twarzy, za człowiekiem, który miał coś wspólnego z jej przeżyciami przeszłości. Wiedziała, że Moryc jest Amerykaninem i że mieszka w Nowym Jorku.

Rozmyślając o tych rzeczach, czuła, że jej serce bije niespokojnie, tęskni za czymś, co ludzie nazywają miłością. Opanowało ją uczucie niepokoju.