Stasiek Lipa chciał już odejść, ale inżynier zatrzymał go:
— Pod jednym warunkiem gotów jestem spełnić pańskie życzenie: że pozwoli mi pan osobiście przedstawić się pańskiej córce — uśmiechał się.
Stasiek Lipa, choć zmierzył nieznajomego od stóp do głowy, pomyślał w duchu:
„O to właśnie mi chodzi”.
W kilka minut później, zaledwie Stasiek Lipa zdążał zdjąć palto po powrocie do pokoju, rozległo się dyskretne pukanie do drzwi. Aniela je otworzyła. Na widok wchodzącego odskoczyła zarumieniona.
— Dzień dobry — rzekł inżynier na powitanie, kłaniając się uprzejmie. — Proszę mi wybaczyć to najście na spokojnych ludzi.
Stasiek Lipa przyjął surowy wyraz twarzy. Przedstawił go córce.
— Panowie się znają? — zdziwiła się nie bez racji Aniela.
Młodzi ludzie zamienili ze sobą spojrzenia, mówiące za siebie.
Stasiek Lipa z ukosa obserwował młodych ludzi, ciesząc się w duchu z triumfu, którego był w stu procentach pewny...