Przed wieczorem podszedł on do owego młodzieńca, który poprzedniego dnia zaglądał do jego pokoju. Uprzednio poinformował się o nim, że jest to młody inżynier, syn bardzo zamożnych rodziców i bawi w tej okolicy na wywczasach.

— Przepraszam pana — zwrócił się Stasiek Lipa do młodego mężczyzny. Ale zanim zdążył coś jeszcze powiedzieć, młody człowiek z zadowoleniem wyciągnął pierwszy rękę i rzekł:

— Czym mogę służyć ojcu urodziwej córki? Już od dawna chciałem pana osobiście poznać.

Stasiek Lipa ściągnął groźnie brwi i odpowiedział:

— Po pierwsze, poprosiłbym pana, by nie zaglądał tak natarczywie do mego pokoju poprzez okno. Po drugie, by pan przestał interesować się moją córką.

Młody człowiek zmieszał się. Słowa Staśka Lipy spadły nań jak grom z jasnego nieba. Po chwili opanował się i wyjąkał na swoją obronę:

— Bardzo przepraszam, że moim zachowaniem niepokoiłem pana. Zapewniam pana, że nie miałem na myśli nic złego. Szukałem okazji osobistego zetknięcia się z córką pana. Tu w pensjonacie można oszaleć. Zebrało się tu dziwne towarzystwo, które wzajemnie się unika.

— Ludzie ci przybyli tu na odpoczynek. Potrzebują spokoju — odparł Stasiek Lipa. — I my nie jesteśmy żądni nowych znajomości.

— Ale może pan uczyni dla mnie wyjątek. Bardzo lubię turystów z Europy. Mój ojciec także pochodzi z Europy.

— Bardzo mi przyjemnie, a jednak radzę panu: niech pan sobie obierze inne okno pokoju dla obserwacji.