Aniela zauważyła nagłą zmianę w wyrazie twarzy inżyniera. Serce jej zabiło mocniej.

Stasiek Lipa przerwał milczenie:

— Córka moja jedzie do narzeczonego, a ja tu pozostaję.

Młody człowiek zbladł.

— Ojcze, papiery mam już w porządku? — zwróciła się Aniela do ojca, by coś powiedzieć i rozwiać przygnębiający nastrój.

— Muszę tam zaraz iść. Powiedziano mi, bym się zgłosił za godzinę — odpowiedział Stasiek Lipa.

Młody inżynier poczuł, że jest tu zbyteczny. Napomknięcie o „narzeczonym” zepsuło mu nastrój. Nie mógł oderwać oczu od Anieli.

Stasiek Lipa wstał, włożył palto i, rzekłszy kilka słów na usprawiedliwienie, wyszedł z pokoju.

— Zaraz wrócę — rzucił, będąc już we drzwiach, dał w ten sposób przybyłemu do zrozumienia, by sobie na zbyt wiele nie pozwalał.

Młody człowiek bez wstępu oświadczył się Anieli w miłości. Stasiek Lipa, który stał za drzwiami, słuchał jego wyznań miłosnych z radością. Gdy wyszedł na ulicę, pogwizdywał sobie wesołą piosenkę.