Inżynier, spostrzegłszy smutek na twarzy Anieli, zauważył:
— Pani tęskni za swoim narzeczonym?
— Tak — odpowiedziała Aniela, której w tej chwili wypłynął w wyobraźni obraz Janka.
— W takim razie nie będę się pani więcej narzucał.
— I już pan zapomniał, co pan przed chwilą powiedział — rzekła Aniela z wyrzutem w głosie.
— Moje uczucie miłosne nie płynie z egoizmu. Nie chcę burzyć pani szczęścia.
Aniela zestawiała w duchu obu mężczyzn: Janka, przestępcę, i inżyniera, człowieka szlachetnego. Naiwne, dziecięce oczy niebieskie inżyniera mówiły za siebie, że ustami wypowiada szczerze, co ma na sercu i na myśli. Przypomniała sobie wyznanie miłosne Janka i doszła do przekonania, że oświadczyny inżyniera były wyrazem człowieka uduchowionego. Janek zaś był typem człowieka o zwierzęcej namiętności. Teraz dopiero zrozumiała, dlaczego serce jej biło mocniej na widok inżyniera: on ją kocha!
Aniela odnosiła się do inżyniera z największą ufnością. Było to tak od samego początku. Walczyła z tym uczuciem w duchu, do czego nawet nie chciała się przyznać. Również inżynier wyczuwał, że Aniela nie jest obojętna wobec niego. Zachowanie się inżyniera nie budziło żadnych wątpliwości, że jest zakochany.
Inżynier przez dłuższą chwilę siedział pogrążony w rozmyślaniach. W pewnym momencie wstał, ukłonił się i rzekł:
— Pani wybaczy, że już odejdę. Życzę wszystkiego najlepszego i proszę mi pozwolić myśleć o pani zawsze tak, jak ją sobie wyobrażałem w duchu. O ile przyszły pani mąż jest jej godzien, życzę wam z całego serca wiele szczęścia.