Zamienili ze sobą nieme pytanie, którego nikt z nich nie miał odwagi wypowiedzieć na głos.

Potem inżynier powiedział:

— Niech się pani jeszcze raz zastanowi. Proszę sobie zdać sprawę z tego, co pani robi. Czy wolno pani zostać jego żoną? Wedle mego przekonania nie była to miłość szczera.

— Pan jest brutal! — zawołała Aniela. — Wdziera się pan do cudzego serca bez pardonu. Nienawidzę pana!

Odwróciła się od niego. Nie chciała, by mógł obserwować jej twarz.

— Od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok — rezonował. — Powinienem być szczęśliwy, że już mnie pani zaczyna nienawidzić.

Inżynier skierował się do wyjścia. Jeszcze raz objął spojrzeniem to wszystko, co znajdowało się w pokoju, jakby chciał to utrwalić w pamięci. Gdy spojrzał na Anielę, uczyniła ona ruch ręką, jakby chciała go zatrzymać. Inżynier zbliżył się do niej. Padli sobie w objęcia.

— Kocham cię... Kocham cię tak...

Nie dokończył zdania. Ich usta złączyły się w płomiennym pocałunku.

Niespodziewanie drzwi się otwarły. Młodzi ludzie odskoczyli od siebie. Stasiek Lipa wszedł do pokoju, udając, że niczego nie zauważył.