— Pan jeszcze tutaj? — zapytał inżyniera. Zwracając się do Anieli, ojciec powiedział: — Twoje papiery są już w najlepszym porządku. Odjeżdżasz o dwudziestej w nocy.

— Nie jadę... — wyjąkała. — Nie mogę się z tobą rozstać...

Stasiek Lipa podejrzliwie spojrzał na Anielę. Miły ojcowski uśmiech wystąpił na twarzy Staśka Lipy. Jego oczy zabłysnęły nowym życiem.

— Jedynie ze względu na mnie postanowiłaś nie wyjeżdżać? A może ktoś młodszy cię tu w Ameryce zatrzymuje?

Aniela stanęła w pąsach i spojrzała na młodego przyjaciela, jakby go prosiła o interwencję. Zbliżył się do Staśka Lipy i rzekł:

— To moja wina. Gotów jestem ponieść karę.

Stasiek Lipa roześmiał się dobrotliwie.

— Ach, młodzi, młodzi! Jak wam dobrze na świecie!... Zrobiliście to naprawdę w tempie amerykańskim.

— Mnie się wydaje, że znam pańską córką od dawna i proszę o jej rękę!...

Stasiek Lipa spojrzał na młodego człowieka i starał się przybrać wyraz łagodnej powagi.