Stasiek przypomniał sobie w tej chwili pobyt w celi więziennej w Moabit, w Niemczech, w której lata wyczekiwał na chwilę, kiedy będzie mógł ujrzeć Anielę.
Gdy inżynier wyszedł, między ojcem a córką doszło do awantury. Aniela obrzuciła ojca nieprzyjemnymi wyrzutami.
— Za co mnie to spotkało? — spytał, ledwie panując nad nerwami.
— Dlaczego, że złamałaś dane mi słowo, że nie przeszkodzisz mi w podróży do Janka. Umyślnie nasłałeś na mnie tego młodego człowieka. Skoro sądzisz, że jestem w nim zakochana, mylisz się.
— Jeżeli tak sprawa się ma, to tym gorzej dla ciebie — ironizował Stasiek Lipa. — Nie wiedziałem, że córka moja, która specjalizuje się w umoralnianiu ludzi, całuje się z ludźmi, którzy są jej obojętni. Dotychczas byłem innego, lepszego zdania o tobie. Przekonywam się, że nie jesteś warta lepszego męża od Janka.
— Szpiegowałeś mnie! — Traciła Aniela panowanie nad sobą. — A kim jesteś, jeżeli nie zbrodniarzem, którego policja ściga i poszukuje?
— A ty mnie mało szpiegowałaś? — ze spokojem odparł Stasiek Lipa.
— Nienawidzę cię! — krzyknęła Aniela, biegnąc w stronę drzwi.
Jednym skokiem Stasiek Lipa, który naraz jakby odmłodniał o dziesięć lat, znalazł się przy córce, chwycił ją i siłą rzucił o kozetkę.
— Co ty tu będziesz wyprawiać? — huknął. — Ja cię tu...