Stasiek Lipa urwał zdanie. Twarz jego wykrzywił skurcz bolesny. Aniela chciała krzyknąć. Wtem drzwi się otworzyły i w progu ukazał się młody inżynier. Był przerażony widokiem.
Aniela nie mogła podnieść oczu ze wstydu. Również Stasiek Lipa nie wiedział, co ze sobą począć. Wołałby, by podłoga się teraz pod nim rozstąpiła, niż dać obcemu człowiekowi okazję do ingerencji.
Inżynier wyjąkał krótko: „przepraszam” i skierował się ku wyjściu.
Aniela zawołała:
— Pan jest dżentelmenem i podsłuchuje pode drzwiami?
— Nie. Krzyki słychać było aż w trzecim pokoju. Przybyłem, by was ostrzec, że w pensjonacie może to wywołać przykre wrażenie...
Znów chciał już odejść, gdy Stasiek Lipa zatrzymał go:
— Siadaj pan.
Młody człowiek był posłuszny.
— Uważam za swój obowiązek — rozpoczął Stasiek Lipa — uświadomić pana, że moja córka przebyła niedawno chorobę nerwową. Widać, niezupełnie uleczona została, gdyż od czasu do czasu, w przystępie nerwowym wyrzuca z siebie słowa naprowadzające obcego na myśl o świecie przestępczym.