Aniela nie wierzyła własnym uszom. Chciała napluć ojcu w twarz, zaprzeczyć jego słowom, ale tajemnicza siła powstrzymywała ją od tego kroku.
Młody człowiek uśmiechał się zagadkowo.
Naraz stała się rzecz zgoła nieoczekiwana. Młody człowiek zbliżył się do ojca Anieli i rzekł krótko, bez wstępu:
— Stasiek, uspokój się. Szkoda nerwów!
— Co? Co?...
Stasiek Lipa chwycił się obiema rękami za serce, bliski ataku z oszołomienia.
Również Aniela zerwała się z miejsca. Chwyciła młodego człowieka za ramię. W pokoju zapanowała konsternacja. Młody człowiek spojrzał dziwnie na Anielę i rzekł:
— Uspokójcie się... Jestem swój człowiek...
Stasiek Lipa momentalnie odzyskał równowagę ducha.
— Kim jesteś? — zapytał.