Szczupak po wydostaniu się z piwnicy, gdzie był więziony przez ludzi Krygiera, jeszcze energiczniej zabrał się do tropienia tej bandy. Rozkazy Wołkowa przyjmował w milczeniu. Nie wątpił już, że postępowanie i życie Wołkowa omotane jest siecią tajemnic i intryg. Szczupak przystąpiłby już do zlikwidowania bandy, ale brakło mu dowodów, które by pozwoliły na unieszkodliwienie tej bandy w całości. Chciał za jednym zamachem „wykończyć” ją.

Janka trzymał na oku, ale nie aresztował go. Jankowi na myśl nie wpadło, że właściwie jest już jakby uwięziony i że rolę strażnika pełni jego kochanka Ada. Nie miał pojęcia o nadciągającym niebezpieczeństwie. Był odurzony tą kobietą, która potrafiła rozpalić w nim pożogę zmysłów.

Ada postanowiła zarzucić swoje sieci także na Krygiera. Następnego dnia po zawarciu znajomości z Krygierem, dała mu do z rozumienia, że jej się podoba. Krygier z początku nie zwracał uwagi na zaloty Ady, ale z biegiem czasu stwierdził, że nie jest wobec niej obojętny.

Ta kobieta zdemoralizowała środowisko Krygiera. Również Milczka potrafiła zasugerować swoją osobą. Powiedziała mu pewnego razu, że mężczyźni jak on, o szerokich barach i stalowych mięśniach, są w jej guście...

W stosunkowo niedługim czasie Ada z przyjemnością mogła stwierdzić, że cała „paczka” nie ma już przed nią tajemnic. W jej obecności omawiano szczegóły wypraw i plany dalszych „robót”. Potrafiła z nich uczynić rywali, gotowych w każdej chwili rzucić się na siebie, by walczyć o względy tej przewrotnej wampirzycy.

Doszło do tego, że Janek zaczął urządzać Adzie sceny zazdrości o Krygiera i towarzyszy. Domagał się od niej, by uciekła z nim po kryjomu za granicę. Nawet w tajemnicy przed Krygierem. Ada ociągała się przed ucieczką pod różnymi pretekstami.

Janek postanowił wykorzystać zwłokę w wyjeździe za granicę, by pomścić krzywdę doznaną ze strony właściciela zajazdu na Pradze, który go wydał w ręce policji. Hotelarz był jednak ostrożny. Wiedział o grożącym mu niebezpieczeństwie. Nie dał się zaciągnąć do zasadzki, Janek jednak nie rezygnował z tej myśli. Uczucie zemsty jest święte u ludzi nocy. W tym dziele miała im być pomocą „Zimna kokota”.

Po zabójstwie Felka Janek zaczął się interesować losem „Zimnej kokoty”. Czynił to początkowo z wyrachowania w obawie przed denuncjacją z jej strony. Wnet przyszedł do przekonania, że „Zimna kokota” może mu okazać więcej usług. Zakochana po uszy w Janku, była mu posłuszna i wierna niby pies. Chwile miłosne, którymi ją od czasu do czasu obdarował, były niby kością rzuconą psu. Ale „Zimna kokota”, choć zdawała sobie z tego sprawę, i z tego była zadowolona.

Pewnego wieczora, gdy właściciel hotelu na Pradze był zajęty swoimi sprawami, przed dom jego zajechało auto, z którego wysiadła pani, której twarz pokryła gęsta woalka. Szofer z szacunkiem szedł za pasażerką, niosąc jej dużą walizkę amerykańską. Właściciel tego hotelu z początku nawet dziwił się, że akurat do niego zajechała tak wytworna pani. Wszak jego hotel uchodził za podrzędny. Ale gdy przybyła, dała mu niedwuznacznie do zrozumienia, że umyślnie tu zajechała, bo umówiła spotkanie z przyjacielem, oddał jej najelegantszy pokój. Hotelarzowi nawet na myśl nie przyszło, co go czekało tej nocy...

Pani nie wychodziła ani razu ze swego pokoju. Dopiero o drugiej w nocy zajechało przed zajazdem auto, z którego wysiadł elegancki mężczyzna o podniesionym kołnierzu i zsuniętym na oczy kapeluszu. Portier, któremu zaimponował suty napiwek, od razu skierował przybyłego do właściwego pokoju... Nie trzeba chyba dodawać, że przybyłym był nie kto inny, jak Janek.