— Przecież wiesz, że nasza.

— Tak, jesteście mądrzejsi od nas — mruknął Wołkow.

— Mądrzejsi, nie powiedziałbym — zauważył Krygier — ale pracowitsi, to owszem. Nie czekamy na pomoc konfidentów czy kapusiów. Gdybyś z nami utrzymywał bliższe stosunki, twojej kasety nie tknęlibyśmy.

— Skąd wiecie, że w ogóle miałem safes w tym skarbcu?

— Mamy nie gorsze informacje od was, gdy nam na tym zależy — drażnił Wołkowa Krygier swoimi uwagami.

— Ona wam o tym mówiła! — zawołał oburzony Wołkow. — Ja ją!...

— Nic jej nie zrobisz! — odparł Janek. — Będziesz robił, co my ci nakażemy. Od razu poznałem te paczki banknotów po banderolkach. Nie zmieniłeś ich. W tym stanie zabrałem je z kasy hrabiny. Pochodzą one z tej samej teki, którą zgubiłem, gdy przesadziłem płot, ścigany przez policjanta, później zamordowanego przez ciebie.

Wołkow z każdą minutą coraz głębiej się upewniał, że już się nie wykręci z ich rąk. Leżał na obu łopatkach. Postanowił ratować się z opresji.

W pierwszej chwili, gdy widział że wpadł, myślał o samobójstwie. Później szukał sposobu na wydostanie się z ich rąk. Pod koniec zrezygnował z tych postanowień i zdecydował się na kompromis...

Moryc podsunął Wołkowowi wyjście: