— Wszyscy ci, którzy domagają się sprawiedliwości od innych, nie widzą własnego bezprawia. Powiedz, Janku, jesteś wszak specem w dziedzinie etyki złodziejskiej, co należy z takim gościem uczynić?

— Masz mnie na myśli? Gadaj otwarcie! — wrzasnął Janek.

Przez dłuższą chwilę zapanowało w piwnicy grobowe milczenie. Franek i Janek zmagali się spojrzeniami. Meliniarz na łóżku zacierał ręce z zadowolenia i wzrokiem pełnym zachwytu spoglądał na Franka.

— Tak. Właśnie o ciebie chodzi — odparł Antek odważnie. — Sądzisz, że jeżeli masz na sobie elegancki garnitur, kosztowne futro i pierścień brylantowy, to ci już wolno wszystko? Siadaj! Porozmawiamy ze sobą.

Janek usiadł, rozglądając się dokoła wyzywającym wzrokiem.

— Wódka wygaduje z ciebie — uśmiechnął się przez zęby.

— Mylisz się, przyjacielu kochany. Nie ma takiego trunku, którym bym się upił. Bądź spokojny, wiem doskonale, o czym mówię. Powiedz, gdzie jest Felek!? — walnął Franek pięścią w stół.

— Tak... Gdzie jest Felek?!... — powtórzyli wszyscy, przybierając groźną postawę. — Tyś go zamordował.

Janek zbladł. Błyskawicznym ruchem, na jaki stać było tylko Klawego Janka, dobył z kieszeni rewolweru61.

— Tak łatwo mnie nie weźmiecie — syknął Janek i strzelił w stronę Franka. Kula utkwiła w ścianie. Janek był za bardzo zdenerwowany, aby strzelał celnie.